Ania_Everest2010_Blog
07.04.2010
Dzien 3
Po wczorajszym pospiechu przepakowania, dzisiaj mozna nawet polezec w lozku. Pierwszy raz od 14 miesiecy nie wstalam przed 6, nie ide trenowac lub na spacer, nie mam nic do zalatwienia oprocz wymiany waluty i zakupu pokrowca na krzeslo i oczywiscie 'obgadywania ekspedycji'. Ide poplywac. Jem dobrze. Ostatnie telefony do domu. Ostatnia salatka, ostatni deser, ostatni prysznic. Jutro o 5.30 ruszamy.
Dzien 2
W Dehli duze opoznienie. Spotkalam grupe 4 osob z Warszawy, ktora wybiera sie na trek dookola Annapurny. Wszyscy na emeryturze. Bardzo nam bylo milo. Wymienilismy sie adresami i wskazowkami. Do hotelu dotarlismy pozno. Zostala mi godzina na przepakowanie toreb i wyekspediowanie ladunku bezposrednio do Obozu Bazowego. W strasznym pospiechu rozkladalam wszystko w pokoju a Bill, jeden z przewodnikow, pilnie wypytywal czy wszsytko mam. Potem kolacja - pyszne lokalne jedzonko duzo soczewicy i ryzu. Dobrze bylo spotkac moich towarzyszy poprzednich wypraw. Wspominalismy dawne czasy, nieprzespane noce, trudne elementy wspinaczki do poznej nocy. Wszyscy sa w super kondycji, skupieni na zadaniu, na sobie, na szczegolach wyprawy. Wszsycsy pytaja: Czy jestes gotowa? Zastanawiam sie czy mozna byc gotowym na taka wyprawe. Mysle ze przygotwywuje sie czlowiek kazdego dnia na kazdy kolejny. Nie mozna sobie wyobrazic skrzypienia metalu rakow o aluminium drabin, nie mozna sobie wyobrazic Lothse face i jej 1000 wertykalnych metrow lodu pod 70% kontem nachylenia. To znaczy wyobrazic sobie mozna ale zobaczyc i przejsc to co innego. Dziele sobie ekspedycje na trzy czesci w glowie. Pierwszy trek to Obozu Bazoweg, powinno byc, latwo, przyjemnie i wesolo. Potem aklimatyzacja i przyzwyczajanie sie do trazy - Everest przechodzi sie trzy razy zanim zacznie sie wspinac na szczyt. I ostatni wysilek 72 godzin - czyli proba wejscia na wierzcholek, zaczyna sie znowu z Obozu Bazowego. Wszystko bede brac dzien po dniu i krok po kroku. Mam 57 dni.
Dzien 1
Ostatnia rzecza jaka zrobilam w Londynie to poszlam do kina na Alicje w Krainie Czarow. Bardzo dobre wprowadzenie w unikalny swiat gor, natury i Yeti. To jest film o mnie. Ja rozmawiam z kwiatami, zwierzakami i obsciskuje drzewa, zwlaszcza te na wiosne, wypuszczajace pedy - tyle w nich sily i energii. Lot do Dehli byl swietny - spalam jak susel.
Sprzed wyprawy
Wielkanoc przeszla w ciszy, spokoju, dlugich spacerach po plazy i objadaniu sie. Bylo zimno. W Anglii ciagle ponizej 10 stopni. Chcialam przytyc ze cztery kilo, bo zapewne schudne makabrycznie przez kolejne osiem tygodni.
4 dni przed wyprawa dowiedzialam sie ze jeden z przewodnikow wyprawy, Heidi, ktora znalam z Antarktyki zginela tragnicznie wspinajac sie w Colorado. Ciezko z taka mysla rozpoczac sezon wspinaczkowy a Everestowy tym bardziej. Tym bardziej cieszylam sie ze wyjezdzam na 3 dni nad morze zeby sie wyciszyc, skupic i odpoczac.
10 przed wylotem zadzwonil do mnie ojciec - byl bardzo zmeczony dwoma miesiacami pracy w lodach na morzach polnocy. Siadlam w fotelu i zaczelam sie zastanawiac czy zdolalabym poleciec do niego zeby sie z nim zobaczyc przed wyprawa. Czasu jest niewiele. Po 10 minutach rozmowy ojciec powiedzal: 'Starosc nie radosc. Ty idz dalej tak jakby sie nic nie stalo. Niczym sie nie przejmuj i nieogladaj sie za siebie. Idz na Gore i wracaj szczesliwie.' Zastanawialam sie nad tym, rozmawialismy jeszcze kilka razy przed moim wylotem. On w domu w dobrej formie, ja na wylocie.
Posted at 10:00PM Apr 07, 2010 by blogadmin in General |





