Ania_Everest2010_Blog
16.04.2010
Dzien 13
Dzisiaj idziemy do Gorakshep - ostatniego postoju przed Obozem Bazowym na wysokosci 5150m. Czuje sie dobrze. Po drodze idziemy przez cmentarz na ktorym jest duzo pomnikow dla tych ktorzy zgineli probujac wspinac sie na Everest. Cisza zapadla miedzy nami. Nasz przewodnik powiedzial ze zaden z tych co tu leza nie planowal tu zostac.
Dzien 12
Budze sie o 6 rano i czuje sie slaba. Ide na maly spacer zobaczyc jakie mam szanse wspiac sie na 4900m w takim stanie. Decyduje sie isc, przeciez zawsze moge zawrocic. Widoki sa niesamowite, ide baaaardzo powoli. Docieram do celu w 4 godziny. Dziwi mnie to - nie spodziewalam sie ze mam tyle sily. Cala grupa czuje sie lepiej. Poradzilismy sobie z wieloma klopotami zoladkowymi.
Dzien 11
Leze w spiworze i marze o wyzdrowieniu. Czuje sie dosyc podle. Probuje spac, nic jednak z tego nie wychodzi, biore antybiotyk aby nic sie nie zrobilo w plocach. Wieczorem zastanawiam sie z przewodnikami co zrobimy jesli nie bede mogla dalej isc z grupa. Goroczka ustepuje do obiadu i jest nadzieja.
Dzien 10
Dzisiaj nie ma zadnego programu i wszyscy robia co chca. Ja niestety na przekor wlasnej intuicji ide na 5000m przy duzym wietrze, wieczorem juz mam goraczke i boli mnie w piersiach.
Dzien 9
Wyszlismy z wiosek i jestesmy na terytorium, gdzie nawet miejscowi w zimie nie mieszkaja. Droga troche sie wyrownala i nie ma tyle gor i dolin. Po prostu stopniowo pnie sie w gore. Dotarlismy do Dingboche, gdzie bedziemy 3 noce aby sie pozadnie zaaklimatyzowac. Nasze schronisko jest komfortowe, bire prysznic pierwszy od paru dni, czuje sie swietnie. Jest mala kawiarenka, gdzie objadamy sie czekoladowymi ciastami i pijemy ziolowe cherbaty.
Dzien 8
Ponownie droga wije sie przez wioski i nie jest trudno. Po drodze idziemy na ceremonie Pudzy, czyli blogoslawienstwa od Lamy. Jest bardzo powaznie, cicho. On Kazdemu daje osobista kartke i lekki szaliczek na szczescie. Mruczy i szantuje dla nas. Potem idziemy do 300 letniego monastyru, ktory jest ciemny, przytulny i bardzo tajemniczy. Niestety przy wyjsciu uderzylam glowa w niska futryne i zobaczylam gwiazdy.
Dzien 7
Droga wije sie przez wioski, ciagle duzo kurzu. Spotkalismy pierwsze jaki - niebezpieczne zwierzeta bo po prostu spychaja w przepasc, poza tym bardzo silne. Doszlismy dzisiaj do Debuche na ponad 3400mnpm. Nie bylo zbyt trudno. Po kolacji gramy w karty i nagle otwieraja sie drzwi i wprowadzona zostaje kobieta z Niemiec. Wyglada na bardzo chora. Ma szczescie ze w naszym schronisku sa doktorzy ze Stanow, szybko dostaje sterydy, gdyz jej % saturacji tlenu w krwi to tylko 57%. Na noc zostaje wlozona do Gammow bag, gdzie cala noc pomuje sie powietrze. Rano zabiera ja helikopter na bezpieczna wysokosc. Poniewaz byla w komie nie wie jak wiele miala szczescia.
Posted at 10:00PM Apr 16, 2010 by blogadmin in General |





